środa, 16 listopada 2011

Starsi panowie dwaj, czyli dwóch największych dziwaków East Endu

Obrażali już wszystkich. Teraz czas na Polaków?

W swoich pracach używają ekskrementów, swych erotycznych portretów, krzyża. Dziś rusza ich wystawa w Gdańsku. Pierwsza od 20 lat w Polsce! 

Od wielu lat żyją, mieszkają, tworzą i szokują razem. Przez dekady ich prace stawały się kulturalnymi wydarzeniami, które za każdym razem podbijały serca jednych i niepokoiły dusze innych. Nigdy jednak nie pozostawały niezauważone. 




O kim mowa? O dwóch starszych panach w eleganckich, szarych garniturach i przylizanych fryzurach – tworzących kultowy wręcz w nurcie sztuki współczesnej duet „Gilbert i George” . Ich najnowszy projekt – „Freak Jack Pictures” ma dziś swój wernisaż w Gdańsku i wielką szansę, by stać się kulturalnym wydarzeniem roku, być może nie tylko w Trójmieście.


Anglik George Passmore (68 lat) i Włoch Gilbert Proesch (69 lat) od ponad 40 lat dostarczają światu powodów do tego by ich kochał i jednocześnie nie rozumiał. Choć na pierwszy rzut oka wydawać się mogą zupełnie normalni, w swoich jednakowych garniturkach wręcz groteskowi, w swojej pop-artowej twórczości od tej powierzchownej, ”przylizanej normalności” bardzo jednak odlegli. 

Zasłynęli przed laty swoimi seriami fotokolaży, komponowanych z tysięcy zdjęć przez nich wykonywanych, które długo pieczołowicie archiwizowali i kategoryzowali. Są tam ich erotyczne autoportrety w najrozmaitszych pozach, zdjęcia mniej lub bardziej przypadkowych (i ew. roznegliżowanych) osób i rzeczy, które spotkali na swej drodze, np.: kwiatów, krucyfiksów. 




Wypracowując swój unikalny, rozpoznawalny styl, nie stronili i nie stronią nadal od materiałów i tematów niecodziennych: ekskrementów, płynów ustrojowych, fotografii ptasiego guana, symboli religijnych i państwowych, etc. Aby lepiej poznać strukturę ludzkiego ciała i jego płynów, kupili nawet mikroskopy i prowadzili na własną rękę badania, z których obserwacje wykorzystali przy okazji dalszych artystycznych działań. Te wszystkie obrazy ekscentryczny duet z londyńskiego East Endu miesza z sobą i tworzy z nich portrety otaczającego go świata. A dokładniej jego krzywe odbicia.




Są tu normalne sytuacje, religia, seks, przemoc, łzy, symbole narodowe, czarny humor. Kolor, chaos, hałas i obraza (chociażby tytułem lub tematem prac). A przede wszystkim są tu Gilbert i George, których postacie stanowią od wielu lat centralny punkt ich „autobiograficznych prac”, od lat zdobiących wnętrza najbardziej renomowanych galerii w Europie i na świecie. Szeroka publiczność usłyszała o tym duecie po raz pierwszy w 1970 roku, kiedy najpierw ogłosili się żyjącymi rzeźbami, a później wykonali swój wspólny performance „Śpiewająca rzeźba”. Przez wiele godzin, pomalowani na złoto, stali na stole i śpiewali nonstop jeden z angielskich szlagierów. 




Do historii przeszła także ich inna praca, zatytułowana „Gordon makes us drunk”. Na taśmie filmowej uwiecznili oni szereg sekwencji swych upojeń alkoholowych, do których doprowadzali się metodycznie ginem. Po intensywnym flircie z performancem Gilbert i George skierowali się bardziej ku fotografii i słynnym kolażom. Tworzą je, właściwie nieprzerwanie, od końca lat 70. 




Projekt „Freak Jack Pictures”, który do 12 lutego przyszłego roku można oglądać w gdańskimCentrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” to najnowsza i jednocześnie największa w historii twórczości ekscentrycznego duetu z East Endu seria. Składa się na nią aż 39 prac utrzymanych w niebiesko-czerwonej tonacji i odwołujących się do motywu brytyjskiej flagi, czyli słynnego „Union Jacka”. Prac pełnych dwuznaczności, absurdu, powagi i żartu. 




Sztuka i wspólna twórczość są jednak tylko fragmentami swoistej symbiozy, w której żyją obaj artyści. Od lat są właściwie nierozłączni. Zaczęło się…zgoła normalnie, gdyż panowie poznali się podczas studiów w Londynie, gdzie pochodzący z Włoch Gilbert miał niewielu znajomych. Jak sam twierdzi, z George’m polubili się jednak od razu i rozpoczęli wspólną i zdecydowanie niecodzienną drogę. Panowie bowiem po Londynie przemieszczają się tylko i wyłącznie pieszo. Nie jedzą w swoim XVIII wiecznym domu, nie mają kuchni, nie zawierają przyjaźni, nie potrzebują wakacji i nie akceptują wsi. Kochają natomiast East End, czyli swoją dzielnicę, w której żyją. 




Choć od lat mieszkają we wspólnym domu i są uznawani za ikony gejowskiej dekadencji, nie uważają się za homoseksualistów, gdyż wymagałoby to od nich określenia się i zamknięcia w pewnej konwencji i ramach. Skrojonych niemal tak, jak ich kultowe, szare garnitury. Więcej na temat swej sztuki, a także życia Gilbert i George opowiadają w filmie ich byłego modela Juliana Cole. Na obraz ”With Gilbert and George”, który ujrzał światło dzienne w 2007 roku, składa się materiał z 18 lat życia tego niecodziennego duetu. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz