poniedziałek, 21 listopada 2011

ZWYKI 2011- Festiwal Teatrów Wiejskich


26.11 - 27.11.2011
OPIS: Czy na wsi istnieją teatry? O dziwo - tak! Te, które działają najaktywniej, już wkrótce przyjadą do stolicy. 26 listopada startują ZWYKI 2011 - Festiwal Teatrów Wiejskich.
Przedsięwzięcie składać będzie się z dwóch wiodących nurtów: prezentacji przedstawień oraz zajęć warsztatowych.
Podczas trwania tej pierwszej części na Scenie Kameralnej Teatru Polskiego przed warszawską publicznością zaprezentują się lokalne, ale tworzące sztukę na najwyższym poziomie formacje z Kurpi, Sądecczyzny, ziemi podlaskiej, Wyżyny Wieluńskiej i województwa świętokrzyskiego.
Warsztaty polegać będą natomiast na wymianie doświadczeń i spostrzeżeń artystów pochodzących przecież z dość odległych regionów Polski. W planach przede wszystkim warsztaty śpiewu i tańca tradycyjnego, ale nie tylko – będzie można przyjrzeć się także, na czym polegają miejscowe techniki rękodzielnicze popularne w okolicach, z których przyjadą teatry.
ZWYKI 2011 będą też miały swoją barwną kulminację – zakończenie festiwalu zbiegnie się bowiem z ostatnią niedzielą przed rozpoczęciem Adwentu, kiedy to świętuje się Andrzejki. Wieczorem planowana jest więc zabawa taneczna, podczas której zagrają grupy muzyczne wszystkich teatrów festiwalowych, a ich członkowie poprowadzą również szybki kurs tańców ludowych.
PROGRAM:
26 listopada 2011 (sobota)
godz. 11:00 -14:00 warsztaty:
Pieśni z Malinnik na Podlasiu, wycinanek z Wyżyny Wieluńskiej, pieśni i tańców świętokrzyskich.
godz. 17:00 -20:00 przedstawienia:
Zespół Pieśni i Tańca „Leśnianie” z Kamiennej Góry: WESELE ŚWIĘTOKRZYSKIE – WPROWADZINY I OCEPINY
Kurpiowski Zespół Folklorystyczny „Carniacy” z Czarni: ŻYCIE PUSZCZAŃSKIE KURPIÓW
Regionalny Zespół Pieśni i Tańca „Podegrodzie” z Podegrodzia: POWRÓT PAROBKÓW Z JARMARKU GODNIEGO
godz. 20.15 Potańcówka Andrzejkowa z muzyką na żywo
27 listopada 2011 (niedziela) 
godz. 10:00 -13:00, warsztaty:
Gry na ligawce kurpiowskiej, wycinanek z regionu kieleckiego, pieśni i tańców Lachów Sądeckich
godz. 17:00, przedstawienia:
Zespół Obrzędowy „Kowalanki” z Kowali: PRANIE
Zespół „Malinki” z Malinnik: PEREPYLICA
Zespół Śpiewaczo-Obrzędowy z Ożarowa: WIECZÓR PANIEŃSKI OD KUCHNI
Zespół Śpiewaczo-Obrzędowy z Jakówek: ANDRZEJKI

niedziela, 20 listopada 2011

Seks w ZSRR

Sytuacja w Związku Radzieckim była nadzwyczajnie prosta. "Opiekuńcze" państwo zapewniało swoim obywatelom jasno określone reguły dotyczące praktycznie wszystkich sfer ich życia. Nie pozostawiało żadnych wątpliwości co do tego, jaka ma być kobieta, jaki ma być mężczyzna i jak mają żyć. Nawet najbardziej intymne obszary funkcjonowania człowieka były skodyfikowane, jak na przykład to, jak często można uprawiać seks. Absurd?
Nie dla mieszkańców Związku Radzieckiego. Oni myśleli, że tak ma być, że tak jest dobrze, że tak jest normalnie.
Jak zatem wyglądał "normalny" seks w Związku Radzieckim?
Jak wyglądały "normalne" relacje między kobietą a mężczyzną?
Kim, a może raczej czym była "normalna" kobieta w ZSRR?

I w końcu - jak ma się obraz kobiety radzieckiej do kobiety współcześnie? Przykładem na to, jak państwo traktowało kobiety i jak nakazywało mężczyznom je traktować jest Dekret Gubernatorskiej Rady Komisarzy Ludowych miasta Saratów - "O skasowaniu prawa własności prywatnej w stosunku do kobiet” (1918 rok), w którym przeczytamy, że: "Wszystkie kobiety, objęte tym Dekretem, nie pozostają nadal „własnością prywatną”, lecz stają się własnością całej klasy robotniczej.
Prawo przydziału do korzystania z uwolnionych kobiet posiada Rada żołnierskich, chłopskich i robotniczych Deputatów miast i wsi. Obywatele mężczyźni, jeżeli akceptują warunki tego Dekretu, mają prawo korzystać z kobiety nie częściej niż cztery razy w tygodniu i nie dłużej niż przez trzy godziny. Każdy członek kolektywu robotniczego ma obowiązek wpłacać 2% od swej pensji na konto funduszu edukacji ludowej. Każdy mężczyzna, chcąc skorzystać z egzemplarza mienia ludowego (to jest kobiety... ), musi przedstawić wydany przez związek zawodowy lub przez fabryczny komitet robotniczy dowód swej przynależności klasowej."
Pogodzenie roli matki i robotnicy było standardem w ZSRR. Kobiety, które pracowały, a nie miały rodziny i dzieci były potępione przez społeczeństwo. Kobiety, które miały dzieci i nie pracowały, były potępiane przez państwo. Można zatem powiedzieć, że kobieta w ZSRR była superkobietą, ponieważ musiała zarówno pracować, jak i opiekować się domem. A jako gospodyni domowa miała jasno wyznaczone obowiązki (przekazywane przede wszystkim w prasie): - musiała wiedzieć jak gotować jedzenie, żeby wszystko było smaczne i pożywne. Wybierać tylko te produkty, które są właściwe, a także, jakich nie trzeba jeść i dlaczego - musiała pilnować, żeby wszystko było na swoim miejscu, żeby sprzątanie wilgotne przeprowadzało się raz na tydzień i, żeby był to jeden i ten sam dzień tygodnia - musiała umieć leczyć swoją rodzinę, od dzieciństwa uczyć swoją córkę jak być dobra gospodynią.
Od 16 listopada w stołecznym Muzeum Erotyki będzie można oglądać wystawę, która zajmuje się tematem seksu zarówno przed Rewolucją Październikową, jak i w czasach współczesnych. "Seks w ZSRR" to uzupełnienie Przeglądu Erotycznego Kina Rosyjskiego podczas Festiwalu "Sputnik" w Warszawie.
Na Wystawie znajdą się unikalne, nigdzie wcześniej nie publikowane plakaty, dekrety, postanowienia, uchwały regulujące relacje między kobietami i mężczyznami.

Maurizio Cattelan – „pierwszy surrealista trzeciego tysiąclecia”

Nowojorskie Guggenheim Museum przedstawia retrospektywę Maurizio Cattelana

Kto ośmielił się przygnieść papieża kamieniem?! Po co? Żeby prowokować za wszelką cenę?

Photo: Attilio Maranzano 
Maurizio Cattelan
La Nona Ora, 1999
Polyester resin, wax, pigment, human hair, fabric, clothing, accessories, stone, glass, and carpet, dimensions variable Courtesy of the artist. Maurizio Cattelan


Chyba wszyscy pamiętają zajście z 2000 roku, do którego doszło w warszawskiej Zachęcie, gdy poseł Ligii Polskich Rodzin Witold Tomczak, rzucił się na rzeźbę Maurizia Cattelana przedstawiającą Jana Pawła II przygniecionego meteorytem. Reakcja posła na dzieło włoskiego artysty była jednoznaczna z reakcją prawicowych środowisk katolickich. W mediach rozległa się wielka wrzawa - Cattelana okrzyknięto obrazoburcą i prowokatorem.

Polska awantura nie była jednak czymś szczególnym w karierze artysty, który zalazł za skórę już chyba wszystkim: katolikom, krytykom sztuki, Żydom czy mediolańczykom. 




Maurizio Cattelan nie zna żadnego sacrum. Jego rzeźby ranią uczucia, oburzają, obrażają, wywołują wściekłość i skrajne emocje. Z drugiej strony jednak nie ma w sztuce artysty, który tak dosadnie obnaża hipokryzję, uprzedzenia i stereotypy, zmusza do zadawania sobie niewygodnych pytań. 

Klęczący Hitler z rękoma złożonymi do modlitwy, trzech chłopców powieszonych na drzewie w centrum Mediolanu, martwy koń z napisem INRI czy fikcyjne VI Karaibskie Biennale, na które ściągnął krytyków z całego świata, a na którym nie było ani jednego dzieła, nikogo nie pozostawiają obojętnym. Cattelan sprawia, że sztuka wywołuje rumieńce, podnosi ciśnienie, otwiera szeroko oczy i zmusza nas do zatrzymania się przy niej. 


Maurizio Cattelan
Him, 2001
Polyester resin, wax, pigment, human hair, and suit, 101 x 41 x 53 cm
Maurizio Cattelan
Photo: Paolo Pellion di Persano, courtesy the artist

Wielką retrospektywę prac artysty otwarto wMuzeum Guggenheima w Nowym Jorku. Na ekspozycji zatytułowanej "Maurizio Cattelan: All"(Maurizio Cattelan: Wszystko) włoski artysta zgromadził 128 swoich prac będących owocem ok. dwóch dekad twórczości. Są one wypożyczone od kolekcjonerów sztuki. Jak zapewnił rzeźbiarz, tylko jeden procent z nich stanowią reprodukcje. 


"Uważany jednocześnie za prowokatora, dowcipnisia, i tragicznego poetę naszych czasów, Maurizio Cattelan wykreował jedne z najbardziej niezapomnianych wizerunków w ostatnich dokonaniach sztuki współczesnej" - piszą organizatorzy ekspozycji. Podkreślają, że jego intrygujące, werystyczne rzeźby ujawniają sprzeczności współczesnego społeczeństwa. 


Przygotowanie projektu, a następnie zamontowanie prac w muzeum pochłonęło cztery miesiące. Swoich rzeźb i instalacji, itp. artysta nie umieścił w salach wystawowych, lecz zawiesił, poczynając od sufitu, w sześciopiętrowej rotundzie muzeum. 

Maurizio Cattelan
L.O.V.E., 2010
Carrara marble, figure: 470 x 220 x 72 cm; base: 630 x 470 x 470 cm
Courtesy of the artist. Maurizio Cattelan
Photo: Zeno Zotti

"Nie ma innego sposobu, aby zrobić show i okazać szacunek w gmachowi.(...) Myślę, że odwiedzający będą mogli dodać wiele do tego, co widzą..." - wyjaśniał Cattelan. Wystawie towarzyszą opisy prezentowanych eksponatów oraz komentarze wideo kluczowych współpracowników artysty. Rozmieszczając swe prace rzeźbiarz nie zachował chronologii. Niektórzy krytycy porównują jego ekspozycję do mobilnego bałaganu, plątaniny kabli, czy też rozwieszonego prania. 


Uwagę recenzentów przykuły znane na świecie rzeźby, w tym pokazywana niegdyś w warszawskiej Zachęcie "La nona ora" (Dziewiąta godzina) ukazująca wykonaną z wosku postać Jana Pawła II przygniecionego meteorytem, co miało symbolizować papieża powalonego pod ciężarem trosk. Znalazła się tam także rzeźba klęczącego, pogrążonego jakby w modłach Hitlera. 

Maurizio Cattelan
Novecento, 1997
Taxidermied horse, leather saddle, rope, and pulley, 201.2 x 271.3 x 68.6 cm
Maurizio Cattelan
Photo: Paolo Pellion di Persano, courtesy the artist

Wystawa pokazuje znane i anonimowe postacie. Jest tam m.in. rzeźba prezydenta Johna Kennedy'ego w trumnie, jak też starej kobiety wyzierającej z lodówki. Menażeria Cattelana obejmuje natomiast szkielet psa na orientalnym dywanie trzymającego gazetę w pysku, kilkunastometrowy szkielet kota, naturalnej wielkości słonia-dziecko przywdzianego w strój Ku Klux Klanu itp. 

Maurizio Cattelan
La Rivoluzione siamo noi, 2000
Polyester resin, wax, pigment, felt suit, and metal coat rack, figure: 123.8 x 35.6 x 43.2 cm; coat rack: 189.9 x 47 x 52.1 cm
Courtesy of the artist. Maurizio Cattelan
Photo: Attilio Maranzano 

"Ponieważ Cattelan większość swych prac stworzył z myślą o konkretnych sytuacjach, brak im historycznego i architektonicznego kontekstu nadającego im początkowo znaczenie" - ocenił "New York Times". 

Maurizio Cattelan
Untitled, 2001
Wax, pigment, human hair, fabric, and polyester resin, 150 x 60 x 40 cm
Maurizio Cattelan
Photo: Attilio Maranzano, courtesy the artist 

Chociaż sam artysta niejednokrotnie zapewniał w wywiadach, że nie uważa się za prowokatora, także w Nowym Jorku nie uniknął etykietki skandalisty. 

Maurizio Cattelan
Mini Me, 1999
Rubber, resin, synthetic hair, paint, and clothing, 45 x 20 x 23 cm Maurizio Cattelan
Photo: Attilio Maranzano, courtesy the artist 

"Włoski dowcipniś i prowokator ponownie pokazuje wielki, środkowy palec dosłownie i w przenośni..." - skwitował ekspozycję krytyk agencji Bloomberga. Uznał sztukę Cattelana za banalną. Wytykał też, że jest nieszczera i obraźliwa. 

Installation view: Maurizio Cattelan: All, Solomon R. Guggenheim Museum, November 4, 2011 - January 22, 2012
Photo: David Heald Solomon R. Guggenheim Foundation 

Cattelan urodził się w 1960 roku w Padwie, gdzie też spędził młodość. Pochodzi z ubogiej rodziny. Zanim zajął się sztuką imał się manualnych prac. Zapowiedział, że wystawa nowojorska będzie jego ostatnią. Ma zaś kontynuować takie projekty, jak surrealistyczny magazyn "Toilet Paper", który założył z włoskim fotografikiem Pierpaolo Ferrarim. 

Maurizio Cattelan
Photo: Pierpaolo Ferrari

Maurizio Cattelan: All
4 Listopad 2011 – 22 Styczeń 2012 
Muzeum Guggenheim
Nowy Jork 

piątek, 18 listopada 2011

Aktorka? Tylko naga

Gdybym mogła wystosować skuteczną prośbę do polskiego teatru, życzyłabym sobie jednego: by przestał wreszcie bronić "sprawy kobiecej". Nie ma bowiem bardziej ohydnych i brutalnych spektakli niż te robione w trosce o cześć niewieścią. Próby pokazania bohaterek jako ofiar kończą się z reguły utrwaleniem obrazu kobiety zeszmaconej. Powtórzeniem poniżenia, a nie jego krytyką. Sceny gwałtów, które jeszcze kilka lat temu szokowały i przynosiły otrzeźwienie, powszednieją i zmieniają się w estetyczny dodatek.

''Idiota'' Grzegorza Brala w Teatrze Studio
Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta
''Idiota'' Grzegorza Brala w Teatrze Studio
Natalia Kalita w spektaklu Teatru Starego
Fot. Mateusz Skwarczek / AG
Natalia Kalita w spektaklu Teatru Starego
Przy okazji często na linii twórca - aktorki dochodzi do takich napięć, które jednoznacznie pokazują hipokryzję artystów feministów przejętych krzywdą doznawaną przez koleżanki z teatru ze strony patriarchalizmu, maczyzmu, katolicyzmu, sarmatyzmu, islamu, rocka, Facebooka, aptekarzy czy Trybunału w Strasburgu.

Kobieta, która chce być zbrukana

Ostatnie wydarzenia na warszawskich scenach potwierdzają to w sposób dobitny. Castingi do projektu "Idiota" Grzegorza Brala w Teatrze Studio trwały długo. Reżyser miesiącami pracował potem z młodymi artystami, stosując eksperymentalne metody laboratoryjne (jak wyjaśniał w opisach: "zstępowanie w otchłań psychologicznych, filozoficznych i religijnych znaczeń", "podporządkowane niejako rygorowi formy, partyturze działań fizycznych, dźwięków, rytmów"). Adaptację powieści zbudował wokół ciała zamordowanej Nastazji Filipownej (Olga Paszkowska). Odsłania stopniowo, co doprowadziło to unicestwienia dziewczyny. Zapełnia scenę lunatykami, mistykami, "mężczyznami, którzy nienawidzą kobiet". Aktorkom powierza role świętych dziwek lub panien uroczo krzywdzonych. Zespół wykonuje sztuczki ogniowe, kroczy boso po wodzie. Powstałe widowisko jest jednak przede wszystkim wodewilem, w którym główną atrakcją są sceny histerii i upodlenia bohaterek. Usmarowana czerwoną farbą Agłaja (Marta Dobecka) miota się nago po zalanej wodą podłodze. Nastazja kusi, narzuca się, wiesza na mężczyznach, żąda śmierci. Spektakl staje się opowieścią o wmontowanym w kobiecą naturę masochizmie i potrzebie zbrukania. Wszelka przemoc wobec nich zostaje oświetlona i uatrakcyjniona mozaiką archetypicznych motywów. "Sama się prosiła" czy "bo z nimi nie można inaczej" też brzmiałoby w tej konwencji przekonująco i wzniośle.

Kwestia piersi

O ile w przypadku "Idioty" można jeszcze dyskutować o "szlachetnych intencjach", o tyle sprawa "Bohaterek" w Teatrze na Woli budzi już mniej wątpliwości. Reżyserowany przez Ewelinę Marciniak spektakl według tekstu Michała Buszewicza miał opowiadać o trzech ideałach kobiecości (Virginii Woolf, Brigitte Bardot, Molly Bloom) i trzech dziewczynach przygotowujących się do życiowych ról. Premiera została jednak odwołana, zespół opuścił teatr, przeniósł się do prywatnego teatru Imka Tomasza Karolaka. Powód? Teatr, który tak pragnął pochylić się nad losem współczesnych kobiet, nie mógł darować sobie jednego - wykorzystania ich nagości do promocji spektaklu. Natalii Kalicie zaproponowano, by wystąpiła na plakacie nago, zasłaniając piersi bokserskimi rękawicami. Aktorka poprosiła, by przedstawić ją w sposób mniej eksponujący ciało.

Michał Buszewicz wyjaśnia:

"Prośba została zaakceptowana, po czym odbyła się sesja, w efekcie której powstało kilkadziesiąt zdjęć w podkoszulkach. (...) Następnie zdjęcia zostały bez wiedzy aktorki przerobione komputerowo tak, że do twarzy aktorki 'doklejone' zostało czyjeś ciało, w sposób, co do którego aktorka od początku wyrażała swój sprzeciw. Nastąpiła próba szantażu, jakiej dopuścił się teatr, stawiając ultimatum 'albo ten plakat, albo żaden', co wiąże się z wymuszeniem decyzji na aktorce bądź reżyserce spektaklu. Na prośbę o spotkanie negocjacyjne kategorycznie odmówiono. Jedyną odpowiedzią na prośbę o wybranie innej, akceptowalnej wersji plakatu, było przedstawienie aktorce alternatywnej wersji, na której został jedynie zmieniony graficznie jej pępek. Sytuacja stała się dla dyrekcji podstawą do żądania od reżyserki 'usunięcia z zespołu kłopotliwej aktorki'. Zespół teatru zaprosił jego przedstawicieli na pokaz efektów pracy, nie chcąc być ocenianym jedynie na podstawie opinii o niesubordynacji zespołu, bez uzasadnień artystycznych. W odpowiedzi zespół otrzymał nakaz natychmiastowego opuszczenia teatru i zakaz przeprowadzenia przebiegu całości".

Rzecznik Teatru na Woli Szymon Majewski odpowiada: - Nie mamy publicznie nic do powiedzenia w sprawie "Bohaterek".

To, że konflikt o prawo do obrony wizerunku nastąpił przy okazji sztuki... "o prawie do obrony wizerunku", jest symptomatyczne. A ponieważ nic tak nie uruchamia opinii publicznej jak nagość (vide: nagie pośladki Joanny Szczepkowskiej w "Persona. Ciało Simone" Krystiana Lupy) trzeba spodziewać się kolejnej serii dyskusji. Może także o sprawach mniej sensacyjnych, a bardziej przyziemnych, jak warunki pracy aktorów, struktura zatrudnienia, brak ubezpieczeń, etatów? Debaty o urażonej czci aktorki nie wiele dadzą. Zmiany prawne i strukturalne w teatrach - mogą faktycznie pomóc.
Źródło: Gazeta Wyborcza

Filmy nagrodzone w Warszawie mają szanse na Oscara

Produkcje, które zwyciężą w Konkursie Krótkometrażowym na Warszawskim Festiwalu Filmowym, będą mogły być zgłaszane do rywalizacji o Oscary.
Filmy nagrodzone w Warszawie mają szanse na Oscara 
fot. materiały prasowe
Nagroda przyznana w Polsce stanie się kryterium dopuszczenia tych filmów do walki o amerykańskie statuetki. Decyzję taką podjęła przyznająca Oscary amerykańska Akademia Filmowa. Jak podali organizatorzy WFF, pismo w tej sprawie skierował do nich Jon Bloom, szef działającego w strukturach Akademii Komitetu Wykonawczego ds. Filmów Krótkometrażowych i Animowanych Filmów Pełnometrażowych.

Zobacz galerię: DZIEŃ NA ZDJĘCIACH>>>

Warszawski Festiwal Filmowy, jedna z najważniejszych dorocznych imprez kulturalnych na mapie polskiej stolicy, cieszy się dużą renomą również za granicą. Międzynarodowa Federacja Stowarzyszeń Producentów Filmowych (FIAPF) wpisała go na listę kilkunastu najważniejszych festiwali filmowych na świecie - obok m.in. Cannes, Berlina, Wenecji i Locarno.

Ukłon w stronę Warszawy

Rangę WFF docenili także organizatorzy konkursu oscarowego. Jak wyjaśnił kurator Konkursu Krótkometrażowego WFF, Bartłomiej Pulcyn, od tej pory produkcja, która w danym roku zdobędzie w Warszawie główną nagrodę w konkursie krótkich metraży, będzie mogła następnie zostać zgłoszona na tzw. szeroką listę filmów, z której - ostatecznie - amerykańska Akademia Filmowa wybierze kilka tytułów nominowanych do złotej statuetki w danej edycji Oscarów.

Chodzi o oscarowe nominacje w kategoriach: najlepszy krótkometrażowy film aktorski oraz najlepszy krótkometrażowy film animowany. Zwycięstwo w konkursie WFF stanie się dla amerykańskiej Akademii Filmowej kryterium, na podstawie którego film zostanie wciągnięty na szeroką listę krótkich metraży z szansami na Oscara.

- Ta znakomita wiadomość z pewnością spowoduje jeszcze większe zainteresowanie Warszawskim Festiwalem Filmowym u twórców filmów krótkometrażowych na całym świecie i pozytywnie wpłynie na poziom naszego Konkursu Krótkometrażowego - ocenił w poniedziałek Bartłomiej Pulcyn. - Ufam, że będzie ona także mocną zachętą dla polskich reżyserów i producentów, by światowe premiery ich dzieł odbywały się właśnie podczas WFF - dodał.

Pierwsza edycja Oscarów, w której do walki o nominację - dzięki nowemu kryterium - przystąpić będzie mógł krótkometrażowy laureat WFF, odbędzie się w 2013 roku.
Najbliższa, 28. edycja Warszawskiego Festiwalu Filmowego odbędzie się w dniach 12-21 października 2012 roku.

sm