sobota, 26 listopada 2011

T-Mobile Ekstraklasa: Wisła tragedia. Nowy trener nie pomógł

Piłkarze Wisły Kraków przegrali trzeci z rzędu mecz w Ekstraklasie i mają coraz dalej do czuba tabeli. Tym razem Białą Gwiazdę pokonał Górnik Zabrze. W siódmym kolejnym spotkaniu bramki nie straciła Legia Warszawa, a liderem pozostaje Śląsk Wrocław, który jako pierwszy w tym sezonie wygrał w Białymstoku.


Zawodnik Wisły Kraków Michał Czekaj (P) walczy o piłkę z Prejuce Nakoulmą (L) z Górnika Zabrze
Zawodnik Wisły Kraków Michał Czekaj (P) walczy o piłkę z Prejuce Nakoulmą (L) z Górnika Zabrze Fot. Stanisław Rozpdzik 



Kryzys Wisły trwa i nie zmieniła sytuacji roszada na trenerskiej ławce. Kazimierz Moskal, wcześniej asystent zwolnionego przed dwoma tygodniami Holendra Roberta Maaskanta, samodzielną pracę rozpoczął od porażki z Górnikiem Zabrze 0:1, a gola w końcówce zdobył Michał Jonczyk.
To trzecia porażka z rzędu w najmniejszych możliwych rozmiarach, bolesna tym bardziej, że zabrzanie wcześniej w bieżących rozgrywkach z wyjazdu nie przywieźli trzech punktów. Jedynym zadowolonym krakusem na stadionie "Białej Gwiazdy" był w niedzielny wieczór trener gości Adam Nawałka, który przez większość swojej piłkarskiej i szkoleniowej kariery związany był z Wisłą.
Los Moskala podzielili w tej kolejce dwaj inni trenerzy-debiutanci - przegrał ŁKS Łódź po raz pierwszy prowadzony przez Ryszarda Tarasiewicza oraz Lechia Gdańsk Rafała Ulatowskiego. Żadna z tych drużyn nie zdobyła choćby bramki.
Lechia uległa w stolicy Legii 0:3. To siódmy z rzędu mecz warszawian bez straty bramki. Ozdobą spotkania był gol na 2:0 zdobyty przez Rafała Wolskiego. Utalentowany legionista efektownie przyjął piłkę, minął rywala, a po chwili popisał się jeszcze ładniejszym strzałem z woleja pod poprzeczkę.
Po raz ostatni on i koledzy z drużyny stracili gola w ekstraklasie 18 września - w 75. minucie meczu derbowego z Polonią na Konwiktorskiej (1:2). Kolejne wyniki Legii to: 2:0 z PGE GKS Bełchatów, 2:0 z Wisłą Kraków, 1:0 z Ruchem Chorzów, 2:0 z Widzewem Łódź, 0:0 z Lechem Poznań, 0:0 z Jagiellonią i teraz 3:0 z Lechią. To daje w sumie 645 minut bez straty gola.
Warszawski zespół (26 pkt) zajmuje obecnie drugie miejsce w tabeli ze stratą pięciu punktów do Śląska, ale podopieczni trenera Macieja Skorży mogą się zbliżyć do niego już w środę, kiedy rozegrają zaległy mecz z KGHM Zagłębiem Lubin.
Wrocławianie na fotelu lidera rozsiedli się wygodnie i nie zamierzają go opuszczać. W piątek pokonali na wyjeździe 2:0 Jagiellonię, w której większość piłkarzy zmagała się ostatnio z grypą żołądkową. W Białymstoku gospodarze przegrali po raz pierwszy od pół roku.
Za Śląskiem i Legią plasuje się Ruch Chorzów, który jesienią może imponować skuteczną grą. W sobotę pokonał zamykającą tabelę Cracovię 2:0, po samobójczym trafieniu Łukasza Nawotczyńskiego i piątej w sezonie bramce Pawła Abbotta. Takim samym dorobkiem mogą się pochwalić dwaj inni napastnicy "Niebieskich" - Arkadiusz Piech i Maciej Jankowski. Do pokonania Cracovii najbardziej przyczynił się jednak Marek Zieńczuk, którego dośrodkowania siały popłoch w szeregach gości.
Tarasiewicz w debiucie na ławce trenerskiej borykającego się z problemami finansowymi i organizacyjnymi (odejście z władz Tomaszów Wieszczyckiego i Kłosa) ŁKS musiał uznać wyższość PGE GKS. W Bełchatowie gospodarze wygrali 3:0. To już piąty w tym sezonie mecz beniaminka, w którym stracił co najmniej trzy gole i w tabeli wyprzedza tylko ekipy KGHM Zagłębia i Cracovii.
Lubinianie prowadzeni po raz drugi przez czeskiego trenera Pavla Hapala - mimo braku czterech czołowych zawodników - pokonali Polonię Warszawa 1:0. Jedynego gola zdobył strzałem głową rezerwowy Senegalczyk Mouhamadou Traore. W ostatnich sekundach mógł wyrównać kadrowicz Tomasz Jodłowiec, ale w dogodnej sytuacji fatalnie skiksował.
Mało emocji dostarczyło spotkanie Widzewa z Koroną Kielce. Łodzianie w trzecim meczu z rzędu nie stracili gola, ale po raz drugi także nie strzelili.
W poniedziałek w ostatnim meczu tej kolejki Podbeskidzie Bielsko-Biała podejmie Lecha Poznań.

Putin wygwizdany w Moskwie na gali MMA

Premier Rosji Władimir Putin, który w niedzielę przyjechał do Hali Olimpijskiej w Moskwie, aby obejrzeć pojedynek w mieszanych sztukach walki (MMA) między Fiodorem Jemieljanienką (Rosja) i Jeffem Monsonem (USA), został wygwizdany przez kibiców sportowych.


Władimir Putin
Władimir Putin Fot. NATALIA KOLESNIKOVAPOOL / PAP/EPA



Buczenie i gwizdy rozległy się, gdy Putin wyszedł na ring, by pogratulować zwycięstwa 36-letniemu Jemieljanience. Akompaniament taki towarzyszył szefowi rządu również, gdy wygłaszał krótkie przemówienie okolicznościowe. Nastrój na trybunach uległ zmianie dopiero wtedy, kiedy głos zabrał sam bohater wieczoru.
Walkę Jemieljanienki z 40-letnim Monsonem w Hali Olimpijskiej oglądały 22 tys. widzów. Transmitowała ją na żywo telewizjapaństwowa Rossija-2. Gdy później stacja ta powtarzała kadry z gratulacjami od premiera, buczenie i gwizdy "wyciszono", nakładając na nie inne odgłosy z trybun.
"Z całego serca gratulujemy Fiodorowi Jemieljanience, prawdziwemu rosyjskiemu mocarzowi. I nie tylko dlatego, że jest silny. Nie tylko dlatego, że ma imponujące mięśnie i refleks. Ale dlatego, że ma charakter" - oświadczył Putin. "Jest on rosyjskim bohatyrem. Gratuluję Ci, Fiedia" - dodał.
MMA to dyscyplina sportowa, w której zawodnicy sztuk i sportów walki toczą pojedynki wręcz przy dużym zakresie dozwolonych technik. W zasadzie dopuszcza się wszystkie techniki dozwolone w innych sportach walki bez broni. Walka prowadzona jest przy jak najmniejszych ograniczeniach, ale jednoczesnym zminimalizowaniu ryzyka śmierci lub poważnych, trwałych obrażeń ciała.
Bezpośrednio z Hali Olimpijskiej szef rządu Rosji udał się do rezydencji zwierzchnika rosyjskiej Cerkwi prawosławnej Cyryla, by złożyć mu życzenia z okazji 65. urodzin. "O ile wiem, przynosi pan dobre nowiny" - powitał gościa patriarcha. Putin opowiedział mu o zwycięstwie Jemieljanienki. "Od dawna znam Fiodora. I, oczywiście, gratuluję mu" - oświadczył Cyryl.
Za dwa tygodnie, 4 grudnia, odbędą się wybory do Dumy Państwowej, niższej izby rosyjskiego parlamentu. Natomiast za tydzień, 27 listopada, kierowana przez Putina partia Jedna Rosja ma oficjalnie zgłosić jego kandydaturę na prezydenta.Wybory prezydenckie w Federacji Rosyjskiej odbędą się 4 marca 2012 roku.

Triumf prezesa PZPN. Lato odparł zarzuty i dostał absolutorium

Prezes PZPN Grzegorz Lato odparł zarzuty opozycji dotyczące korupcji przy budowie siedziby związku i otrzymał absolutorium podczas walnego zgromadzenia sprawozdawczego Polskiego Związku Piłki Nożnej. Dziesięciogodzinne obrady odbyły się w Warszawie.


Grzegorz Lato
Grzegorz Lato Fot. ALEKSANDER MAJDANSKI / Newspix



Już na początku zjazdu kilku delegatów, reprezentowanych przez Marka Hławkę z Podkarpackiego ZPN (szef tego związku Kazimierz Greń nie został zaproszony, jest przeciwnikiem Laty - PAP), złożyło wniosek o odwołanie prezesa PZPN i skrócenie kadencji zarządu. Ostatecznie nie został on wprowadzony do porządku zjazdu ze względów formalnych.
Na podstawie nagrania ukrytą kamerą Greń - za pośrednictwem obecnego na zjeździe Bogdana Duraja, delegata z Pomorskiego ZPN, który przekazywał skopiowane płytki dziennikarzom - zarzucił Lacie i sekretarzowi generalnemu PZPN Zdzisławowi Kręcinie korupcję przy budowie siedziby PZPN. Płyty trafiły też do minister sportu Joanny Muchy, a ta przekazała je prokuratorowi generalnemu Andrzejowi Seremetowi i CBA.
"Przyjechałem do Warszawy aby - poprzez delegatów z mojego wojewódzkiego związku, bo ja nie jestem zapraszany od dwóch lat na zjazdy - złożyć wnioski o odwołanie Laty i skrócenie kadencji, oraz podsumować trzy lata nieudolnych rządów Laty. Wczoraj wieczorem Bogdan Duraj, przekazał mi, że ma filmydotyczące m.in. gruntów pod siedzibę związku, które kompromitują Latę i Kręcinę. Są na nich głosy obydwu, a film nagrany jest w gabinecie Laty. Nakręcony obraz jest wiarygodny, przecież do domu nie wprowadza się nieznajomej osoby, raczej rozmawiałoby się z nią na progu" - powiedział Greń.
Duraj twierdził, że jego informatorem jest "osoba bardzo blisko związana z PZPN". "Aż się za głowę złapałem, gdy zobaczyłem zawartość teczki ze skopiowanymi przez nią dokumentami. Sama jest w stanie obalić związek. Widziałem m.in. umowę ze Sportfive. PZPN pozbył się wszystkich praw do reprezentacji, nie może sam negocjować. Sądzę, że cała sprawa nie była prowokacją. Kogoś wkurzył albo Kręcina albo Lato. Może coś obiecali przed wyborami?" - powiedział Duraj.
Lato i Kręcina przyznali, że są niewinni, a cała sprawa jest manipulacją. Sekretarz PZPN dał do zrozumienia, że to Grzegorz Kulikowski, który w 2008 roku sfinansował kampanię wyborczą Laty, a obecnie - podobnie jak m.in. Greń - jest w opozycji do władz związku - nagrywał ukrytą kamerą pokazane w piątek filmy.
"Mam czyste sumienie. To manipulacja w stosunku do mojej osoby. W każdej chwili jestem do dyspozycji. Jeśli chodzi o sprawy działki i siedziby, powiedziałem, że decyzje podejmie zarząd i za kilka dni będzie informacja, kto wygrał. Były przecież powołane specjalne komisje. Nie mam sobie nic do zarzucenia" - mówił Lato podczas obrad.
Z kolei Kręcina zapowiedział, że prawdopodobnie w poniedziałek złoży doniesienie do prokuratury przeciwko Kulikowskiemu, biznesmenowi, który za czasów prezesa Michała Listkiewicza odpowiedzialny był za kobiecą piłkę nożną.
"Jest człowiek, który szantażuje związek od kilku lat, szantażuje władze, pracowników, wszystkich, którzy mają coś wspólnego z PZPN. Człowiek, który najpierw był sponsorem związku, potem otrzymał takie uprawnienia, żeby być prawie najważniejszą osobą w związku. Toczę z nim określoną grę, od dwóch, może trzech lat. Według domniemań pana Kulikowskiego, każdy kto pracuje w związku na stanowisku, musi brać łapówki. Ten temat dominuje w jego relacjach, sugeruje pracownikom, że szefowie na pewno biorą. Podczas jednego ze spotkań powiedziałem Kulikowskiemu: +Grzesiu, jak tylko dostaniemy te łapówki, na pewno się z tobą podzielimy+. Wiedziałem, że wszystko nagrywa" - przyznał sekretarz generalny PZPN, który prowadził obrady w jednym ze stołecznych hoteli.
"Jeśli prokuratura zajmie się sprawą, to jako adwokat domyślam się, że po pewnym czasie mogą powstać zarzuty. Ale do momentu ich postawienia sprawa w sensie formalnym nie istnieje. Wizerunkowo to kolejna porażka związku. Uważam, że jeśli są jakieś zarzuty natury korupcyjnej wobec któregokolwiek członka zarządu PZPN, do czasu wyjaśnienia powinien zawiesić działalność w związku" - ocenił jeden z członków zarządu Jacek Masiota.
Minister sportu i turystyki Joanna Mucha poinformowała natomiast, że złożyła do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z opublikowanymi taśmami mającymi świadczyć o korupcji w PZPN.
"Udawałam się już na zjazd PZPN, gdy dowiedziałam się, że mamy do czynienia z sytuacją dziwną, bardzo niestandardową. Zostały mi przedstawione nagrania, które wywołały tę dzisiejszą medialną burzę i w związku z tym, że zawierają treści bardzo poważne i bardzo zaskakujące, w trybie natychmiastowym zostało złożone przeze mnie pismo do prokuratora generalnego Andrzeja Seremata, zawierające zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Chodzi o przestępstwo przekupstwa menedżerskiego opisane w art. 296. Kodeksu Karnego" - poinformowała Mucha na briefingu prasowym w siedzibie ministerstwa.
Pomimo oskarżeń o korupcję, Lato otrzymał absolutorium. Za udzieleniem głosowało 28 osób, przeciwnych było 23, a wstrzymało się sześć. Delegaci nie udzielili go aż ośmiu z 17 członków zarządu, w tym dwóm z pięciu wiceprezesom: byłemu selekcjonerowi Antoniemu Piechniczkowi (wiceszef ds. szkoleniowych) i Januszowi Matusiakowi (ds. piłkarstwa profesjonalnego).
Podczas dziesięciogodzinnych obrad delegaci wprowadzili aż 157 poprawek do statutu. Zajęło im to 120 minut. Przyjęty został m.in. preliminarz budżetowy związku na rok 2012. Natomiast firma audytorska Euro-In i Partnerzy Sp. z o.o. przeprowadzą analizę sprawozdania finansowego za rok 2011.

Za "80 milionów" solidarnościowa czytanka ze świetnym esbekiem

Po melodramatycznej "Małej Moskwie" Waldemar Krzystek opowiada sensacyjny epizod z historii dolnośląskiej "Solidarności". "80 milionów" zapowiada się nieźle, ale jest niewykorzystaną szansą na dobre kino.


"80 milionów" foto: Jarosław Sosiński / dystr. Kino Świat

Kilka dni przed ogłoszeniem stanu wojennego do młodych działaczy "S" zgłasza się tajemniczy człowiek, który ostrzega opozycjonistów przed gwałtownymi ruchami komunistycznych władz. Po konsultacjach z szefem regionu Władysławem Frasyniukiem trójka chłopaków postanawia dokonać brawurowego wyczynu: wycofują z banku wszystkie oszczędności związku (80 mln zł, kwota niebagatelna, tym bardziej że władze nakazały zgłaszanie milicji wszelkich wypłat powyżej 50 tys. zł) i uciekając przed milicją, chowają gotówkę wpałacu arcybiskupa. Ich śladem rusza zatwardziały esbek Sobczak, a władze ogłaszają, że "Solidarność" dokonała krwawego napadu na bank.

"80 milionów" foto: Jarosław Sosiński / dystr. Kino Świat

Krzystek stara się trzymać faktów wiernie, ładnie swoją opowieść inscenizuje, potrafi nakręcić kilka trzymających w napięciu ujęć (jak choćby konfrontację Sobczaka z księdzem Żegotą). Ale jego wysiłki idą na marne: scenariusz nie wznosi się ponad poziom podręcznikowej czytanki, a młodzi aktorzy nie potrafią uwiarygodnić swoich postaci. To razi jeszcze bardziej na tle prawdziwych aktorskich perełek: Piotr Głowacki w roli Sobczaka kradnie cały film, jest groteskowy i przerażający jednocześnie. Ale jeśli esbek jest najciekawszą i najbarwniejszą postacią filmu o bohaterach "Solidarności", to chyba twórcy "80 milionów" minęli się z celem.
"80 milionów" foto: Jarosław Sosiński / dystr. Kino Świat
80 MILIONÓW | Polska 2011 | reżyseria: Waldemar Krzystek | dystrybucja: Kino Świat | czas: 105 min 

czwartek, 24 listopada 2011

Wywiad z Adamem Wolskim



Autorem artykułu jest Agata Jeruszka


Wywiad jest nieautoryzowany. Został przeprowadzony 08.12.2008 r. na 3 lata przed śmiercią artysty. Rozmawiałam z nim w jego galerii na ul. Sienkiewicza w Kielcach.

Dzięki pana twórczości Dąb Bartek przestał być anonimowym drzewem z podkieleckiej miejscowości, a stał się symbolem. Tak samo jak sam Zagnańsk. Skąd pomysł na rozpowszechnianie Bartka?


Dęba Bartka maluję od zawsze i będę go malował do końca życia. Mimo to wydaje mi się że jego temat w świadomości ludzi jest i tak zaledwie tknięty. Ludzie nie zdają sobie sprawy ile dzieł z motywem Bartka powstało i gdzie one się znajdują. Jednym z takich miejsc są chociażby Sukiennice, gdzie z okazji jubileuszu Muzeum Narodowego w Krakowie, razem z dyrektorem Muzeum Narodowego w Kielcach, wręczyliśmy Bartka jako pamiątkę do zbiorów w Sukiennicach, pani Gołubiew – dyrektorce krakowskiego Muzeum Narodowego. To jest ogromny sukces jeśli chodzi o Polskę. Jestem jedynym artystą, który zrobił to podczas tamtego jubileuszu.


Jeśli chodzi o zagranicę – Dąb Bartek znajduje się w siedzibach wielu ogromnych firm. W latach dziewięćdziesiątych – my, artyści – byliśmy bardzo aktywni za granicą. Zwłaszcza w Niemczech. Właśnie tam Bartek znalazł się w bardzo wielu kolekcjach takich firm jak BMW, czy Mercedes. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że Dąb Bartek był tam bardzo chętnie kupowany. Znalazł się też w Posejdonie – jednym z największych hoteli w paśmie Gdynia – Gdańsk. Jest on w tylu odmianach i formach: w brązie, w drewnie, w stałych ekspozycjach ściennych np. w Kieleckim Centrum Kultury, czy w ogromnej kompozycji, którą akurat przywieźliśmy z Beskid, gdzie udało mi się odkupić swoją pracę z ogromnego projektu, gdzie Dąb Bartek był jako element. Chcę ją teraz przebudować. Najgorsze jest to, że niektórych swoich prac nie mogę już odkupić. Ludzie raz zamontowanego Dęba Bartka nie chcą sprzedawać, a mógłbym go odkupić, bo sprzedany kiedyś za niską cenę, dzisiaj kosztowałby więcej.
Dąb Bartek to jest po prostu drzewo na którym ja gram, jest klasykiem.


Jest pan bardzo konsekwentny w swojej twórczości. Organizuje pan np. Śniadania na trawie, imprezy z cyklu Moda i Sztuka, a inicjatywa takich wydarzeń w niedużym ośrodku kulturowym jakim jest kielecczyzna wymaga determinacji. Skąd pan ją czerpie - z przeszłości i swoich doświadczeń?


Po wielu sukcesach, takich jak chociażby zorganizowanie razem z  Henrykiem Cegłą „Balu Gałganiarzy” w Warszawie, postanowiłem wrócić do Kielc. Wtedy w Warszawie stworzyliśmy artystom ogromne pole do popisu, uczestniczyliśmy w ruchu młodzieżowym, a teraz już wiele z tych ludzi albo nie żyje, albo wyjechało na Zachód. Dzisiaj już nie ma takich idoli, jak wtedy – jak np. Zbyszek Cybulski, czy Fałat. Wtedy cała młoda kadra skupiona była wokół Jonasza Kofty, bożyszczem był też Łazuka. Tych nazwisk byłoby mnóstwo do wymienienia i to wszystko byli ludzie naładowani dynamitem i to w czasach, które obecnie są  kompromitowane, o których nie mówi się dobrze, bo uważa się, że wszystko co było w komunie jest złe. To jest ohyda, bo tak się mówi o mojej młodości, a dzisiaj nie ma już takich bohaterów. Patrząc na młodzież mogę stwierdzić, że nie ma ona swoich idoli ani wartościowych celów.


Wprawdzie my wcale nie byliśmy łagodni. Walczyliśmy z ludźmi, którzy mieli władzę w rękach, bo mieliśmy własne programy. Czasami i tak musieliśmy się godzić z tym wszystkim, ale tylko na tyle, na ile życie nas do tego zmuszało, a mimo wszystko zdobywaliśmy nagrody i odnosiliśmy sukcesy. Dzisiaj nie ma takich możliwości. Ludzie nie jeżdżą na Zachód, bo ich nie stać, a jeśli natomiast ktoś z Zachodu przyjeżdża, wybiera sobie młodych ludzi i ich tylko promuje, a w takie sukcesy nie wierzę.


Uważam, że na to co minęło powinno się nie tylko pluć. Ja chciałem zacząć mówić w końcu o tym co minęło, jako o okresie wspaniałym.


W artykule Pawła Pierścińskiego na temat pana twórczości i działalności, pojawiła się opinia: „Aby kształcić odbiorcę, trzeba robić takie imprezy (chodzi tu Śniadanie na trawie, czy Sztuka i moda). Im ich więcej – tym bardziej świadoma staje się publika”.


Co pan myśli o edukacji artystycznej w Polsce?


Jeśli chodzi o ogólną edukację, to moim zdaniem obecnie jest za dużo uczelni i szkół, ludzie po ich ukończeniu wychodzą niepełnowartościowi. Nie wiem, może dostają ten dyplom, żeby kształcić się dalej. Ostatnio szukając historyka sztuki do mojej galerii, zgłosiliśmy się do biura pracy. Chcieliśmy przeprowadzić rozmowy z kandydatami, żeby dowiedzieć się co oni wiedzą o sztuce i czy mogliby sprzedawać obrazy. Przyszli ludzie nie mający pojęcia o tym, co się w sztuce działo ani jaka jest pierwsza pięćdziesiątka najbardziej wziętych malarzy. Nie mają podstawowej wiedzy, a są po wyższych uczelniach i w tym jest problem, bo ci, którzy uczą na uczelniach nie szkolą nam odbiorcy. Odbiorcę kształcą natomiast tacy ludzie jak ja – marszandzi, ale to udaje się jedynie w bardzo elitarnych grupach i te właśnie grupy kupują obrazy.


Ci ludzie nie wiedzą o tym, że w latach 80. zrobiliśmy pewien bunt, przeciwstawiliśmy się stanowi wojennemu w sposób bardzo czynny. Robiliśmy wtedy wiele imprez i władza nam na to pozwalała, bo już nie mieli sił nad wszystkim zapanować. Wtedy właśnie, o dziwo, kultura zaczęła się rozwijać, choćby Galeria Sztuki Zachęta, która powstała dzięki inicjatywie byłego ministra kultury Waldemara Dąbrowskiego. Może nie było wtedy imprez plenerowych, ale wszystko odbywało się w muzeach. W dawnych czasach muzeum to była świątynia dla artystów, największym zaszczytem było znaleźć się w zbiorach muzealnych i nam się to udawało. Natomiast nie mieliśmy takich możliwości jak teraz, że np. możemy coś zorganizować wspólnie z Kieleckim Muzeum Narodowym. Teraz jest to możliwe z racji tego, że muzeum dostosowuje się do marszanda.


Zbliża się koniec 2008 roku. Jak podsumowałby pan ten rok pod względem artystycznym i jakie ma pan plany na rok 2009?


Od zawsze byłem ściennikiem.Wwykazałem się wieloma realizacjami, zrealizowałem około 800 prac ściennych, które w większości, ale nie wszystkie, przetrwały. Ten rok zaowocował właśnie szeregiem propozycji prac na ścianach. Natomiast w przyszłym roku chcemy wybudować centrum plenerowe w Zagnańsku, bo okazuje się, że ludzie – artyści, bardzo dobrze tam się czują. Zagnańsk to azyl i artyści będą tam przyjeżdżać. Myślę że chcą i będą to robić. Taki azyl jest artyście potrzebny jak tlen i to właśnie w Zagnańsku jest.

---
   

Agata Jeruszka



Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl